23 mar 2007

Gryzonie

Już wiem dlaczego nigdy nie miałam chomika, myszy, szczura ani innego małego z zębami.
Moja siostra posiada myszkoskoczka i koszatniczkę sztuk jeden

Przez około 20 minut obserwowałam zachowanie koszyczka, który został obdarowany nową klatką. Bidula przez cały czas wyglądał jakby za wszelką cenę chciał się wydostać. Myszoskoczek za to, zagrzebał się w stercie potarganych chusteczek i nie wychylał z niej nosa. Z przyzwyczajenia?



Wniosek? Samo pójście do sklepu i pomyślenie o zakupie gryzonia po to, żeby trzymać go w klatce/akwarium jest aktem maltretowania. Nie wspominając o 'zabawach' z pupilem.

Ja mam po prostu za dobre serce na takie rzeczy. Właśnie dlatego moja wiara w zwierzęta zaczyna się i kończy na psach. Nawet jeśli jeden taki zajmuje mi 3/4 łózka i chrapie ;)

Dodaj komentarz:

⇐ nick | ⇓ treść
⇐ URL

23 mar 2007 15:30

mrugacz

Mój brat (bo ja się do owych nie przyznawałam nigdy) miał: chomika w łatki, mysz białą, rybki złote x3, 2 papugi, psa. Ja mam kota kota. Bratu został pies i jedna papuga, bo drugą sprzedał za 20 czystych cedeków. Interss to interes.

23 mar 2007 21:29

Matthaeus

a ja miałem ino kiedyś kota i był najzajebistrzy na świecie :D

08 cze 2007 22:47

Nilphilus

A żem Ci wygrzebał notkę ;-]

Koszatniczki są genialne :P
sam mam parkę (no aktualnie za często się nie widujemy – studia) ale ‘maltretowanie’ jak to określiłaś ogranicza się raczej do starania się utrzymania ich na rękach lub starania się złapania skubańca który głupi nie jest i potrafi współgrać z towarzyszę/ką tak żeby móc zwiać za plecy ;-]

No a najlepsze jest zdziwienie jak się odkryło że teoretycznie nie dostępne miejsce jest aż nadto dostępne :P

no dobra, to tyle ;-]

08 cze 2007 22:53

fav anoriell

Moja po takim czasie wychowywania, sama biega sobie po pokoju i nie przychodzi jej do głowy gryzienie czegokolwiek co nie jest jadalne, jedynie włazi do donic i wykopuje kwiatki, ale z tym można sobie poradzić wyrzucając kwiatki do innego pokoju :>. Jak zaszyje się gdzieś pod łóżkiem, to wystarczy zawołać po imieniu, a ona wybiega i wskakuje na kolana. Faktycznie jest super.

08 cze 2007 22:56

Nilphilus

No moje po jakimś czasie też reagują na imiona, ale to dopiero jak się nabiegają ;-)

Bieganie ograniczam raczej do jednego pokoju, bo trudno potem te hm… ślady w postaci kupek zbierać po całym mieszkaniu chociaż duże nie jest :P

No a genialny był pierwszy ś.p. Pimpuś (nazwałem go tak zanim dorwałem się do Pratchetta ;) ), który najbardziej lubił wciskać się ludziom za koszulki ; – niektórym to nie przeszkadzało, ale np. kolega który ma jakiś wstręt do gryzoni czy co po prostu się skulił XD