20 sie 2007

Dożynki?

W ramach: "Każda okazja jest dobra" zebraliśmy się w kupę i spotkaliśmy na imprezie, pieszczotliwie zwanej powitalno-dożynkowej.
I tak dożynaliśmy przez całą noc siedząc przy ognisku. Dym szczypał w oczy, a wódka wchodziła jak woda. Hitem był sok pomidorowy udający krwawą mery, a daniem głównym - pierogi ruskie na patyku.
Po kilku kolejkach przestało przeszkadzać nawet "Co za przedszkole!" i na niektórych twarzach, po raz pierwszy od dłuższego czasu, zobaczylam tak szczere uśmiechy.
W drużynie nawet pająki nie były straszne, a grupowe ściskanie się na nieskoszonej trawie, tylko dowodziło, że do pełnego szczęścia potrzeba sześć przytuleń dziennie.
Dodatkowo moja siostra pozwoliła nam zaobserwować śmiałe wyczyny akrobatyczne połączone z niewyobrażalną gibkością, podczas gdy Szaci próbował zawiesić ją głową w dół tuż nad ogniskiem... By sprawdzić, czy jej mózg "ponknie" jak ziarenko kukurydzy, kiedy się nagrzeje.

Jeszcze raz dziękuję za świetną zabawę i czekam na powtórkę

Do zobaczenia następnym razem w Żydolandii! ;D

Dodaj komentarz:

⇐ nick | ⇓ treść
⇐ URL

20 sie 2007 20:00

MAg

:) przednia imprezka była. a powtórka gwarantowana np pojutrze??:D

20 sie 2007 23:58

Fiol

Łuchu!
Zrobie imprę w Żydolandii przed moim namiotem.
I zaprosim Moony’ego ;P