26 wrze 2007

Byłabym okropną matką

Od dwóch dni mam w domu nowego mieszkańca.
Właściwie mieszkankę.
Ma dwa miesiące i może się pochwalić rodowodem Cane Corso.

I tutaj kończą się wszystkie zalety. To prawda, że małe pieski są słodkie i kochane i śliczne i... co tylko każda mała dziewczynka jest w stanie wymyślić... ALE sytuacja przestaje być śmieszna, kiedy ktoś bez żadnego ostrzeżenia sprowadza do domu psa i na dodatek robi ze mnie pełnoetatową niańkę tylko dlatego, że właśnie jestem chora i nie pojawiam się w szkole.
W ten sposób od rana:
  • Zostałam 2 razy obudzona Z czego jeden raz o 6:30!
  • 4 razy wycierałam mokre plamy niesymetrycznie rozmieszczone na całym korytarzu
  • 3 razy odchodziłam od komputera, sprawdzić dlaczego toto piszczy
  • Ani razu nie udało mi się wymyślić, cóż czarnulce dolega
  • Za to 3 razy wychodziłam z nią na dwór, mimo przeziębienia

Mam dość. Jeśli opiekowanie się małym dzieckiem jest choć w połowie tak męczące i frustrujące jak zajmowanie się tym psem, to ja rezygnuję. Nie mogę w sobie odnaleźć instynktu macierzyńskiego...

Ktoś chce się zamienić?


08 wrze 2007

Jeszcze Mamy Rewolwery...?

Z kilkudniowej perspektywy. Z przemijającym dobrym humorem. Z ponownym oczekiwaniem. Po uświadomieniu sobie, że to tak naprawdę już był koniec...

Przedłużmy tę noc jak się da
Sumienia niegrzeczne łopoczą na wietrze
Każdy wie to, co wiedzieć ma

Jak wyglądały najnudniejsze wakacje w życiu?
Tak. Zatęskniłam się na śmierć. Ale też...
Przez chwilę byłam na końcu świata. Przez chwilę myślałam, że w ogóle go nie ma. Nauczyłam się uwielbiać spacery w deszczu. I te sam na sam z drogą, zielenią i poziomkami przy ścieżce. Nauczyłam się znowu uśmiechać do słońca. I siedzieć godzinami na parapecie. I obejrzałam wschody słońca, na które zaczekało się samo.
Przyzwyczaiłam się do spontaniczności i niezależności. I dowiedziałam się, że decyzje podejmowane w ciągu 2 minut mogą być trafne.
I popadłam w lżejsze i mocniejsze uzależnienia... Dwa miesiące z ludźmi, których doceniłam jeszcze bardziej. Dwa miesiące z kuflem piwa i kukbkiem słodkiej kawy w ręce.
I krzesło przy komputerze jakieś bardziej wytarte, a żarówka jabberowa jakoś mocniej sfatygowana. A i jQuery postanowiło mnie polubić bardziej niż zwykle.

Za późno na podsumowania i rozwodzenie się nad minionymi wakacjami, więc...

Za nieprzespane noce, zbyt dużo piwa, nadmiar kawy, spaghetti, desz, nudę na ławkach, Koniec Świata, niespodziewane spotkania, spontaniczne decyzje, płacz, uśmiech...
Za wykrzesany humor i poświęcony czas...

Dziękuję... :')

Rozbiegł się tłum i zwinięto sztandary...
Zza rogu historii słychać fanfary
Kiedyś na pewno wrócimy tu znów !!