16 lis 2007
3x5=15 - Dzień Batona
W LaStacjone kelnerka płacząc ze śmiechu odbierała od nas resztki pizzy, które do niej machały i opowiadały dziwne historie.
W Rivie kelner, ze stoickim spokojem, zebrał z naszego stolika ognisko w podstawce na świeczkę.
Jednak nic a nic nie pobije dzisiejszej wizyty w Cafe Żyrafa...
Pełni dobrego humoru i z nastawieniem na ciekawy wieczór śmialiśmy się dosłownie ze wszystkiego. Kuuba robił Fiolce kisiel, Draco chwalił się postacią pani Hamasaki na najnowszej karcie-prawie-kredytowej, Szaci nie odebrał telefonu od ojca uznając, że jest naprawdę pijany. A BłaŻ... BłaŻ przedstawił kelnerce Magdzie (bardzo-ładnie-mającej-na-imię-jak-jego-siostra) wizję sera zapiekanego w nieparzystej liczbie porcji, na trzech talerzach, ALE NIE RÓŻNYCH! bo trzy razy pięć równa się piętnaście.
Na co kelnerka Madzia przyniosła nam miskę czipsów i ze ślicznym uśmiechem oznajmiła:
Dostaniecie czipsy gratis od firmy... Jak przestaniecie się ze mnie nabijać. Naprawdę.
Muszę przyznać, że BłaŻ dawno tak szczerze nikogo nie przepraszał i nie było mu tak strasznie głupio.
A ja kilka razy popłakałam się ze śmiechu, nasłuchałam się niestworzonych historii, przedstawiłam swoje preferencje wszelkie i po raz kolejny pokochałam pijącego Kuubę, pijanego Szaciego, załamanego BłaŻa, technicznego Draco i wstydzącą się za nas Fiol.


