03 lis 2007

Gorzko

W to miejsce jeszcze 2 godziny temu miałam przelać szczęście.
I uśmiech.
I całkowiecie antyateistyczne: Dziękuję.
I miałam napisać, że jest mi naprawdę dobrze i że wszystko mi się uśmiecha. Nie. Nie śmieje. Uśmiecha.
Miałam napisać, że zamglone wieczory mogą być piękne, a nieodpowiedzialne długie światła na zakręcie - zabawne.

Miałam.

Miałam w czasie bardzo przeszłym, bo mam rodzinę. Rodzinę, która nic nie rozumie, mówi w innym języku i ma tendencję do nadinterpretacji i życia własnymi wyobrażeniami. I muszę to napisać...

...

Rodzino moja,

Tak, rozwiedliśmy się. Tak. Ja jako typowa przedstwicielka mojego NASTOletniego pokolenia, przyznaję się do strasznego grzechu. Zerwaliśmy ze sobą.
Właściwie nie wiem jak to się mogło stać. Wiecie już, że nie było intercyzy. Powiedział kategorycznie, że nie będzie płacić alimentów na nasze niespłodzone dzieci i nie będzie oddawał połowy naszego niewybudowanego domu. Nie chciał też zapłacić za postępowanie sądowe w nieistniejącej ciągnącej się latami sprawie rozwodowej. Wyobraź sobie, droga rodzino! Nie chciał też oddać naszych niezakupionych wspólnie mebli. Nie wiedzieliśmy tylko, kto powinien ściąć drzewo, którego nie posadziliśmy przy okazji narodzin naszego pierwszego syna.

Rodzino moja,

Potgrążona w żalu, muszę przekazać, że mimo mojego podeszłego wieku... Mimo tego, iż jako poważna i znająca meandry życia kobieta... Nie potrafię odnaleźć w sobie odpowiedniego do okazji poczucia winy i bezsensu sytuacji. Okrutny i niespodziewany w tym wieku cios. Wiem.

...Rodzino moja,

Mam również prośbę. Nie oceniajcie mnie.
Chociaż postarajcie się zachować swoje pretensje dla siebie. Dajcie nam przeżyć to rozstanie po swojemu i nie dopisujcie do niego brazylijskich scenariuszy. Pamiętajcie też, że nie ma na świecie nic gorszego niż fundamenty stawiane na niedopowiedzeniach. Nie słuchajcie mnie. Nie wierzcie mi.
Ale nie każcie mi wierzyć w wasze wyobrażenia. Nie każcie mi słuchać swoich krzyków.

...Rodzino moja,

Nie szukam kolejnegomęża.
Postaraj się zrozumieć, że dla niektórych są rzeczy ważniejsze niż Gdzieś i Kiedyś. Zrozum, że czasami warto porzucić złotą klatkę dobrych manier, obyczajów i oczekiwań...
Czasami ważniejsze jest nieodpowiedzialne szczęście Tu i Teraz.

...

Kończąc.

Nie ratuje mnie przecież sarkastyczne podejście. Nie ratuje mnie nawet to, że prawdopodownie żaden zainteresowany tego nie przeczyta. Nie potrafię uciec od niespełninych oczekiwań.
Nie potrafię tylko zrozumieć... Dlaczego w takich chwilach dużo ważniejsze jest szczęście kogoś zupełnie innego niż ja...

Dodaj komentarz:

⇐ nick | ⇓ treść
⇐ URL

03 lis 2007 01:14

Błaż.

Kochanie.

Teraz to chyba ja musze z kims powaznie porozmawiac.

Kochanie.

Wiesz, ze tak naprawde przyszłość jest lepsza?

Kochanie.

Spórz dwie godziny do tyłu kiedy było tak cudownie.

Kochanie.

Spójrz kilka dni do tyłu, miesięcy…
Kiedy było nam tak pięknie.

Kochanie.

Spójrz w przyszłość. Gdzie będzie cudownie i jeszcze lepiej. =*

Kochanie.
_Co sie liczy? My czy oni…? :*

03 lis 2007 08:52

BeteNoire

Już nie długo wyjedziesz zostawisz to wszystko za sobą... pod sobą... gdziekolwiek poza „polem widzenia”...

04 lis 2007 02:57

Błaż.

Nie moge spać.

=*

04 lis 2007 10:36

ikari

hug.. ;*

04 lis 2007 10:40

fav Yazhubal

Jakbym siebie samego czytał..

04 lis 2007 19:39

Yuki

Przepraszam…
Po prostu się bałam.

Jeżeli jesteś szczęśliwa i jeżeli czujesz że wszystko bedzie dobrze…
To nie przejmuj się nami i żyj tak po prostu żeby mieć ten uśmiech.

I pamiętaj że Cię kocham bo może i jest to tanie i głupie i tak osłuchane…ale jednak.

i po prostu przepraszam…

04 lis 2007 19:42

BeteNoire

:-)
(to był taki trochę inny <MARK> )

04 lis 2007 22:57

Błaż.

Ty Yuki juz sie dołożyłaś wystarczająco….

Skarb =*

08 lis 2007 09:30

bezacytrynowa.eblog.pl

wiesz Kasiu. najbardziej boli, gdy Ty kochasz. On kocha. ale sa Ci inni, ktorzy burza Wasz zeycie jak domek z kart.

ja placze przez to od kilku dni. bez przerwy.

08 lis 2007 15:24

Anonim

Z rodziną się nie rozmawia. Z rodziną sie dobrze na zdjęciach wychodzi, choć też nie zawsze.

Może niestosowne, ze przytoczę swój przypadek, ale chyba się ograniczylem do rozmów na temat tego co będę jadł.
;-)