09 sty 2008
Służba zdrowia - państwowo czy prywatnie?
W odpowiedzi na wpis Kovala na temat ciemnych stron amerykańskiej służby zdrowa.
Państwowa vs prywatna - spostrzeżenia własne
Ostatni raz u państwowego lekarza byłam jakieś 5 lat temu. Do dzisiaj pamiętam ostre zatrucie pokarmowe i przymusową głodówkę. W poczekalni przychodni spędziłam półtorej godziny. Możecie sobie wyobrazić: zatrucie pokarmowe + szpitalny zapach + opryskliwa pani w recepcji + półtorejgodzinny stres związany z kompletnym marnowaniem czasu. A co lekarz na moje cierpienia? Spojrzenie pt. "No i po co ty tu, dziecko, przychodzisz?". Ton, którego ja używam, kiedy tłumaczę psu, że coś źle zrobił.
Diagnoza? "No zatrucie". Zalecenia? Jeść sucharki i kaszkę.
Jakieś leki? Coś czego sama bym nie wiedziała? Coś dla czego warto było czekać te półtorej godziny? Nie
Dla porównania niedawna wizyta w całkowicie prywatnej przychodni...
Pierwsze wrażenie?
Brak tego nieprzyjemnego zapachu leków i środków dezynfekujących. Przyjemna temperatura i kolorowe ściany. Na dodatek pani w recepcji wiedziała, co robi. Bez zbędnych uwag i opryskliwych komentarzy wypełniła odpowiednie dokumenty, zapytała o wszystko, co było potrzebne i zaprosiła na krzesełko. Tutaj dla porównania czas oczekiwania wyniósł 10 minut i to też tylko dlatego, że przyjechałam wcześniej niż się umawiałam.
Lekarz przywitał mnie uśmiechem i krótkim żartem (może miał dobry dzień?). Właściwie zwracał się do mnie jak do kumpla i całe badanie wyszło całkiem na luzie i bez nizrozumiałej lekarskiej terminologii. Po wypisaniu recepty pofatygował się o DOKŁADNE wytłumaczenie jak i kiedy lek należy stosować i jeszcze dostałam uśmiechnięte: "Do następnego razu".
Różnice chyba można wyczuć. Czy cenowo też?
Na pierwszy rzut oka tak, ale czy po zadaniu sobie kilku podstawowych pytań na pewno tak jest?
Ile razy w roku chorujesz?
Jak często jesteś u lekarza?
A ile miesięcznie wynoszą Cię składki, które powinny być przeznaczone na Twoje leczenie?
Bardzo wiele osób zastanwia się, co więc dzieje się z ich pieniędzmi skoro jakość usług tak drastycznie się różni, a cena już nie zawsze.
Osobiście, wbrew pozorom, nie jestem zwolenniczką całkowicie sprywatyzowanej służby zdrowia. Może się zupełnie na tym nie znam, ale według mnie idealnym rozwiązaniem byłyby prywatne przychodnie, które mają podpisaną umowę z NFZ na podstawowe usługi. Dobrym przykładem mogą być prosperujące na tej zasadzie gabinety dentystyczne - niektóre usługi, takie jak sprawdzenie stanu uzębienia, czy zaleczenie zęba ze zwyczajną, szarą plombą jest darmowe, ale już leczenie kanałowe, nadlewanie, czy szpanerska biała plomba są częsciowo lub całkowicie płatne. Rozwiązanie dobre, bo ludzie bez pieniędzy nie umierają, a ludzie z pieniędzmi są zadowoleni z usług.
Oczywiście zostaje kwestia niektórych niezbędnych badań, które trzeba wykonywać okresowo. Na to też można zastosować bardzo, moim zdaniem, proste rozwiązanie... Przypuśćmy, że jakieś badanie kontrolne powinno się wykonywać raz na rok, żeby być w miarę pewnym, że wszystko jest w porządku. W takim wypadku, badanie takie powinno być darmowe jeden raz w ciągu roku, a do dodatkowych już trzeba dopłacać. Mogłoby to znacząco wyeliminować maruderów, którzy zgłaszają się do lekarza z każdym kaszlnięciem i kilka razy na kwartał robią badanie krwi, bo w telewizji nie ma nic ciekawego...
Co z podnoszeniem jakości usług? Przydałaby się porządne umawianie wizyt na telefon. Wiem, że mam przyjść do lekarza na 11 przed południem i on też jest o tym poinformowany. Nie może to wyglądać tak jak do tej pory, że przychodzę do przychodni o 7 rano i dowiaduję się, że jestem 25. w kolejce (pytanie KIEDY te poprzednie 24 osoby zdążyły "wyciągnąć karty"..?!), ale nikt nie wie, kiedy tak naprawdę, przypadnie moja kolej, więc nie mogę iść do domu i wrócic na czas - muszę siedzieć na tyłku i czekać aż niewyraźnie wywołają moje nazwisko.
Rzecz najważniejsza... Lekarze powinni zwracać się do pacjentów tak jakby byli klientami, a nie biedakami na łasce jaśnie oświeconych cudotwórców. (Może to kwestia płac?). No i... Powinni potrafić się przyznać do błędu lub niewiedzy i polecać dodatkową wizytę u kogoś innego zamiast stawiać błędne diagnozy na podstawie mglistych przypuszczeń i narażać przez to pacjentów na niepotrzebny stres.
Szpitale niech sobie zostaną państwowe. Tylko zmotywujmy jakoś lekarzy do pracy jak w "Na dobre i na złe", a nie jak w historiach spod znaku "tajemnicy białych kopert" ;)
Nie od dziś wiadomo, że motywacją najlepszą ze wszystkich są pieniądze, których nam podobno strasznie brakuje.



Zgadzam sie z Tobą w całej rozciągłości :) Oby jak najwięcej tak myslących pacjentów :D
> Lekarze powinni zwracać się do pacjentów tak jakby byli klientami, a nie biedakami na łasce jaśnie oświeconych cudotwórców. (Może to kwestia płac?)
Myślę, że bardziej niż płac, właśnie tego, że jesteś tą 25 osobą w ciągu kilku godzin.. Wierz mi, że mało kto z moich kolezanek/kolegów jest pazernym, żądnym pieniędzy potworem (choć i tacy sie zdarzają, jak wszędzie).