28 kw 2008
Złomrex Cup 2008
Zaczęłam doceniać akt DAWANIA prezentów. Zwłaszcza takich, przy których można się dobrze bawić.
Trafiła się świetna okazja... Znajomy sobie klub żużlowy zasponsorował (tak. wiem jak to brzmi), więc grzechem byłoby nie wykorzystać jego wpływów, prawda?
I... W ten sposób wylądowałam na trybunach w VIPowskim sektorze 39. Ze złotą kartą i uśmiechniętą panią rozdającą pączki.
Moje zamiłowanie do motocykli raczej oscyluje gdzieś w okolicach ścigaczy, które widuje się na filmach. I... Udało się zobaczyć mnóstwo takich na raz. Piękne R1, CBR, GSX-R 1000 pomrukujące silnikami w jednym miejscu.
Zielono srebrny stadion dopingował oczywiście klubowi Włókniarz Częstochowa, który ścigał się, muszę przyznać, bardzo efektownie, o czym więcej można przeczytać na sport.pl.
Kilka razy starałam się postawić na miejscu dżokejów i ciągle dochodziłam do wniosku, że prędzej umarłabym ze strachu niż dokończyła taki wyścig. Tym bardziej podziwiam tych ludzi.
I wcale nie szkodzi, że nie lubię pączków i nie do końca wiem, co jest boskiego w wyścigach żużlowych. Najważniejsze tego wieczoru były uśmiechnięte oczy Błaża. Ubrania przesiąknięte zapachem metanolu i kurz z toru we włosach. Pierwsza i najlepsza niespodzianka, jaką udało mi się komuś sprawić i to na dodatek tak trafnie.





