28 kw 2008

Złomrex Cup 2008

Zaczęłam doceniać akt DAWANIA prezentów. Zwłaszcza takich, przy których można się dobrze bawić.

Trafiła się świetna okazja... Znajomy sobie klub żużlowy zasponsorował (tak. wiem jak to brzmi), więc grzechem byłoby nie wykorzystać jego wpływów, prawda?

Złomrex Cup 2008

I... W ten sposób wylądowałam na trybunach w VIPowskim sektorze 39. Ze złotą kartą i uśmiechniętą panią rozdającą pączki.

Moje zamiłowanie do motocykli raczej oscyluje gdzieś w okolicach ścigaczy, które widuje się na filmach. I... Udało się zobaczyć mnóstwo takich na raz. Piękne R1, CBR, GSX-R 1000 pomrukujące silnikami w jednym miejscu.

Złomrex Cup 2008

Zielono srebrny stadion dopingował oczywiście klubowi Włókniarz Częstochowa, który ścigał się, muszę przyznać, bardzo efektownie, o czym więcej można przeczytać na sport.pl.

Kilka razy starałam się postawić na miejscu dżokejów i ciągle dochodziłam do wniosku, że prędzej umarłabym ze strachu niż dokończyła taki wyścig. Tym bardziej podziwiam tych ludzi.

I wcale nie szkodzi, że nie lubię pączków i nie do końca wiem, co jest boskiego w wyścigach żużlowych. Najważniejsze tego wieczoru były uśmiechnięte oczy Błaża. Ubrania przesiąknięte zapachem metanolu i kurz z toru we włosach. Pierwsza i najlepsza niespodzianka, jaką udało mi się komuś sprawić i to na dodatek tak trafnie.

Więcej zdjęć na Flickrze i w galerii Włókniarza Częstochowy

 

11 kw 2008

Jak się odchudzić?

Moja siostra w dniu wczorajszym przekazała rodzinie radosną wiaomość, że do 18 nic nie je. Później nie je nic dwie godziny przed snem.
Dzisiejsze śniadanie zakończyła jedną biedną kanapką.

Tak w ramach dopingu chyba, wpadł do nas znajomy, który z pomocą dietetyka sztukmistrza schudł dwadzieścia kilogramów i opowiadał przez dobre dwadzieścia minut o wszytkich szczegółach obecnego jadłospisu, co zdopingowało moją mamę do przyłączenia się do wszechobecnej mody na odchudzanie.

Pisałam kiedyś o tabletkach, które pęcznieją w żołądku niwelując łaknienie... Bardzo się cieszę, że moja siostra jeszcze nie wpadła na ich stosowanie, bo zagrożona byłaby zniknięciem. Jej obecne 45kg już ledwie trzyma ją na ziemi, kiedy mocniej zawieje ;)

Sama dieta?
Nie, przed chwilą mało nie zabiłam się o karimatę rozłożoną na środku korytarza. Domyślam się, że rodzina sporządziła sobie prowizoryczną przestrzeń do ćwiczeń.

Tak patrzę na to wszystko i zastanawiam się, czy powinnam cieszyć się ze swojego poziomu akceptowalności siebie, czy raczej umierać ze wstydu przez swoje nicnieróbstwo?

Frytki z majonezem. Czekoladowy batonik. Deser po obiedzie. I przed obiadem też w sumie nie zawadzi. Pizza albo jeszcze lepiej jakiś gyrosik w piątkwy wieczór. Można popić piwem i przegryźć kruchymi słonymi ciasteczkami...

Daleko mi do odchudzania. Bardzo daleko.

Za to nie mogę się doczekać kilku dni bez deszczu, żeby znowu móc zaprzyjaźnić się z butami do biegania i jeszcze niedopompowanymi oponami roweru...