11 kw 2008
Jak się odchudzić?
Moja siostra w dniu wczorajszym przekazała rodzinie radosną wiaomość, że do 18 nic nie je. Później nie je nic dwie godziny przed snem.
Dzisiejsze śniadanie zakończyła jedną biedną kanapką.
Tak w ramach dopingu chyba, wpadł do nas znajomy, który z pomocą dietetyka sztukmistrza schudł dwadzieścia kilogramów i opowiadał przez dobre dwadzieścia minut o wszytkich szczegółach obecnego jadłospisu, co zdopingowało moją mamę do przyłączenia się do wszechobecnej mody na odchudzanie.
Pisałam kiedyś o tabletkach, które pęcznieją w żołądku niwelując łaknienie... Bardzo się cieszę, że moja siostra jeszcze nie wpadła na ich stosowanie, bo zagrożona byłaby zniknięciem. Jej obecne 45kg już ledwie trzyma ją na ziemi, kiedy mocniej zawieje ;)
Sama dieta?
Nie, przed chwilą mało nie zabiłam się o karimatę rozłożoną na środku korytarza. Domyślam się, że rodzina sporządziła sobie prowizoryczną przestrzeń do ćwiczeń.
Tak patrzę na to wszystko i zastanawiam się, czy powinnam cieszyć się ze swojego poziomu akceptowalności siebie, czy raczej umierać ze wstydu przez swoje nicnieróbstwo?
Frytki z majonezem. Czekoladowy batonik. Deser po obiedzie. I przed obiadem też w sumie nie zawadzi. Pizza albo jeszcze lepiej jakiś gyrosik w piątkwy wieczór. Można popić piwem i przegryźć kruchymi słonymi ciasteczkami...
Daleko mi do odchudzania. Bardzo daleko.
Za to nie mogę się doczekać kilku dni bez deszczu, żeby znowu móc zaprzyjaźnić się z butami do biegania i jeszcze niedopompowanymi oponami roweru...



reod
Najlepsza dieta by Cezary Żak: MŻ (mniej żreć).
A moje opony już napompowałem i wypróbowałem tego sezonu ;-)