27 cze 2008

Wygraliśmy!

Po pierwszych 500m czujesz, że to będzie bardzo męczący dzień.
Po pierwszych 10km zastanawiasz się, po co w ogóle było wstawać z łóżka skoro już nie masz siły.
Po pierwszych 30km cieszysz się widokami i wiesz, że dasz radę przejechać jeszcze trochę.
Po pierwszych 50km stawiasz sobie w nagrodę pierwsze piwo i stwierdzasz, że warto.
Po pierwszych 80km czujesz, że jesteś w stanie jechać już na koniec świata i mogą ci podkładać pod koła największe góry z okolicy.
Po pierszych 100km z uczuciem dzikiej satysfakcji i wewnętrznego zwycięstwa odstawiasz rower do garażu i zaraz po zimnym prysznicu stawiasz sobie drugie piwo.

Stratami w postaci przypalonych rąk i ud będziesz się martwić później.

mapa
Trasa wyznaczona już po powrocie do domu, wersję nieobrazkową można zobaczyć na Google Maps

Klikając na mapkę obok można dowiedzieć się więcej o kilku odcinkach ;)
Kolejne prawie obowiązkowe punkty trasy:

Kromołów - Pomrożyce - Parkoszowice - Włodowice - Góra Włodowska - Kotowice - Mirów - Bobolice - Zdow - Kostkowice - Dzibice - Browarek(:D) - Biała-Błotna - Wilków - Irządze - Wilków (znowu) - Biała-Błotna - Bodziejowice - Dzibice - Kostkowice - (kolejówka) - Pradła - Bugaj - Siemięrzyce - Przyłubsko - Żerkowice - Skarżyce - Morsko - Włodowice - Parkoszowice - Pomrożyce - Kromołów



19 cze 2008

Intuicja

Wierzysz w intuicję? Taki szósty zmysł, którym podobno da się w życiu kierować?

Czasami tak mam, że wstaję rano i jest mi niedobrze na samą myśl o wyjściu z łóżka i zrobieniu tych wszystkich zaplanowanych rzeczy. Czasami też coś mi natrętne mówi, że powinnam spakować jakąś na codzień zupełnie nieprzydatną rzecz, albo ubrać się zbyt ciepło lub zbyt chłodno względem aury za oknem.

Prawie zawsze później okazuje się, że wychodzenie z domu było bezsensownym pomysłem, nożyczki przydają się w śrdku lasu, a dodatkowa bluza chroni przed nagłą zawieruchą.

Właśnie dzisiaj nie miałam wcale ochoty wstawać z łóżka, a moja komórka krzyczała do mnie, żebym napisała SMS: Przepraszam, ale nie jadę. I co? Po 1/10 zaplanowanej trasy rowerowej strzeliła mi dętka. Strzeliła dosłownie.

Ta dą! Zamiast wielkiego Jurajskiego Maratonu zaserwowałam sobie spacer połączony z zawodami w pchaniu roweru.
Dętkę można było wymienić. Nawet w środku lasu. Postanowiłam jednak nie igrać z przeczuciem...



08 cze 2008

Przeprowadziłam się

Znasz to uczucie, kiedy gdzieś się wprowadzasz, układasz wszystko w ten idealny i jedyny sposób, po czym stajesz na środku pokoju i cieszysz się, że jest tak świeżo? Kiedy nic nie jest zbędne, a nieistotna przeszłość spakowana do kartonowych pudeł leży w garażu albo koszu na śmieci..?

Znasz to uczucie, kiedy mieszkasz tam już bardzo długo i na każdej półce leży jakiś bibelot, a na biurku piętrzy się cały stos kserówek i dokumentów, o których wiesz, że nigdy ich nie przeczytasz? I kiedy szczytem porządku jest stan, w którym dajesz radę dostrzec własną podłogę, a przejście od drzwi do okna nie wymaga kompasu..?

Przeprowadziłam się. Ze swojego pokoju do swojego pokoju... Spakowałam bibeloty do pudełka i przestawiałam meble tak długo aż uznałam, że jest wystarczająco inaczej. Całe stosy kserówek związane sznurkiem uzyskały status makulatury, a książki stoją na innej półce niż zwykle.

Przytłoczona nadmiarem niepotrzebnych śmieci posunęłam się nawet do zdjęcia wszystkiego z tablicy korkowej... Przygotowałam nawet specjalne pudełko, które jak się okazało, nie do końca nadawało się do przechowywania osobistej historii. Odkryłam to przez zupełny przypadek, kiedy w połowie odpinania pogniecionych biletów i karteczek z nieistotnymi notatkami przestałam cokolwiek widzieć, a policzki zrobiły się jakieś mokre.
Zawsze wiedziałam, że sentymentalne wracanie do przeszłości to moja specjalność, ale nie przypuszczałam, że te śmieci są aż tak ważne.

Bo na mojej tablicy jest kilka lat śmieci...

Niesmowicie ważne paragony ze słowackiego sklepu, z wypadu do Żyrafy, z filiżanki kawy droższej niż mój miesięczny zapas, z zakupów przedosiemnastkowych i z pierwszego tankowania.
Bardzo ważne są karteczki z notkami do prezentów i obrzydliwie różowa bransoletka przyczepiona na czarnej naprawdę brzydkiej rękawiczce.
I cukier Nescafe, który przeżył 11 godzin w tylnej kieszeni jednego kolegi i patyczek ze szkolnego kubeczka pogryziony przez innego kolegę.
Pocztówka z Plejsów i bilet do Mirabilandii przypięte drucikiem z zeszytu. Drucikiem, który został kiedyś dla żartu nazwany prezentem.
I kawałek obrzydliwego łańcucha, którego jeden pan nie chciał przestać nosić...
I najobrzydliwszy w mieście zasuszony kwiatek sprzed urzędu zawiązany gumką, która miała być przeznaczona do wiązania warkoczyków.
I najszczęśliwsze na świecie papierki po cukierkach zjedzonych przez takich dwóch idiotów.

I... Wszystkie te śmieci, które powinny wylądować w koszu w pierwszej kolejności, znów przyczepiłam do tablicy korkowej.
Każdy z tych śmieci coś znaczy. Każdy ma jakąś historię. I żaden z nich nie może zostać ot tak wyrzucony.