08 cze 2008

Przeprowadziłam się

Znasz to uczucie, kiedy gdzieś się wprowadzasz, układasz wszystko w ten idealny i jedyny sposób, po czym stajesz na środku pokoju i cieszysz się, że jest tak świeżo? Kiedy nic nie jest zbędne, a nieistotna przeszłość spakowana do kartonowych pudeł leży w garażu albo koszu na śmieci..?

Znasz to uczucie, kiedy mieszkasz tam już bardzo długo i na każdej półce leży jakiś bibelot, a na biurku piętrzy się cały stos kserówek i dokumentów, o których wiesz, że nigdy ich nie przeczytasz? I kiedy szczytem porządku jest stan, w którym dajesz radę dostrzec własną podłogę, a przejście od drzwi do okna nie wymaga kompasu..?

Przeprowadziłam się. Ze swojego pokoju do swojego pokoju... Spakowałam bibeloty do pudełka i przestawiałam meble tak długo aż uznałam, że jest wystarczająco inaczej. Całe stosy kserówek związane sznurkiem uzyskały status makulatury, a książki stoją na innej półce niż zwykle.

Przytłoczona nadmiarem niepotrzebnych śmieci posunęłam się nawet do zdjęcia wszystkiego z tablicy korkowej... Przygotowałam nawet specjalne pudełko, które jak się okazało, nie do końca nadawało się do przechowywania osobistej historii. Odkryłam to przez zupełny przypadek, kiedy w połowie odpinania pogniecionych biletów i karteczek z nieistotnymi notatkami przestałam cokolwiek widzieć, a policzki zrobiły się jakieś mokre.
Zawsze wiedziałam, że sentymentalne wracanie do przeszłości to moja specjalność, ale nie przypuszczałam, że te śmieci są aż tak ważne.

Bo na mojej tablicy jest kilka lat śmieci...

Niesmowicie ważne paragony ze słowackiego sklepu, z wypadu do Żyrafy, z filiżanki kawy droższej niż mój miesięczny zapas, z zakupów przedosiemnastkowych i z pierwszego tankowania.
Bardzo ważne są karteczki z notkami do prezentów i obrzydliwie różowa bransoletka przyczepiona na czarnej naprawdę brzydkiej rękawiczce.
I cukier Nescafe, który przeżył 11 godzin w tylnej kieszeni jednego kolegi i patyczek ze szkolnego kubeczka pogryziony przez innego kolegę.
Pocztówka z Plejsów i bilet do Mirabilandii przypięte drucikiem z zeszytu. Drucikiem, który został kiedyś dla żartu nazwany prezentem.
I kawałek obrzydliwego łańcucha, którego jeden pan nie chciał przestać nosić...
I najobrzydliwszy w mieście zasuszony kwiatek sprzed urzędu zawiązany gumką, która miała być przeznaczona do wiązania warkoczyków.
I najszczęśliwsze na świecie papierki po cukierkach zjedzonych przez takich dwóch idiotów.

I... Wszystkie te śmieci, które powinny wylądować w koszu w pierwszej kolejności, znów przyczepiłam do tablicy korkowej.
Każdy z tych śmieci coś znaczy. Każdy ma jakąś historię. I żaden z nich nie może zostać ot tak wyrzucony.

Dodaj komentarz:

⇐ nick | ⇓ treść
⇐ URL

09 cze 2008 00:20

BeteNoire

Ja nie miałem tablicy korkowej, ale wziąłem półtorametrowy pas natryskiwanej tapety i powiesiłem go pod półką nad biurkiem, tylną stroną do przodu. Naklejałem tam okładki właśnie słuchanych płyt, wycięte z Metal Hammera i pisałem fragmenty tekstów kapel. Możliwe, że znalazło się tam parę śmiesznych rysuneczków, czy moich głupich maksym, ale już ich nie pamiętam, bo po paru latach, pod moją nieobecność, ktoś robił porządek i moją „tapetę dokumentalną” umieścił pośród śmieci.

09 cze 2008 00:59

Void

Ostatnio regularnie wyrzucam takie rzeczy. Bez sentymentów. Ze zdjęciami włącznie.

Robi się czyściej w mieszkaniu.

09 cze 2008 22:25

mrugacz

Ja nie chomikuję aż takich drobiazgów. Mam góry zdjęć, pocztówek, kartek prezentowych ale jakoś nie porywają mnie paragony…

Ale mam zasuszone wszystkie róże jakie dostałam od S.

17 cze 2008 18:00

Asia (eLady)

cóż, moje sentymentalne śmieci leżą sobie w wielkim pudle, obok kwitów z banku, wycinków z prasy, poczty z ZUSu i całego miliona innych drobiazgów. Których nie mam odwagi wyrzucić, bowiem gdzieś tam drzemie świadomość, że przyjdzie dzień, w którym kwitki się przydadzą.
Sentymentalne drobiazgi ocaleją więc razem z kwitkami.

17 cze 2008 18:18

Rock

Możesz wywalić ten łancuch :> Jest obrzydliwie obrzydliwy:>
Tzn był:>

17 cze 2008 18:22

Rock

Zapomniałem dodać, że przeszedłem podobną historię, przeremasterowałem pokój, a kiedy wziąłem się za wywalanie z szafek TEGO BADZIEWIA, to po tym sprzątaniu wszystko było… w innych szafkach ale było :-)