23 lip 2008
Kuchnia
Od sześciu godzin mieszkam w domu sama. Co było pierwszą rzeczą jaką zrobiłam po wyjeździe rodziców?
Posprzątałam w kuchni. Stanęłam na samym środku i nie mogłam się nacieszyć jak tam czysto i błyszcząco. Radość wywoływał nie sam fakt porządku, ale tego, że mogę tam zejść za 20 minut i wciąż będzie czysto. Garnki nie będą się walały po stole, kawa nie będzie rozsypana na ladzie, jedzenie psów nie będzie wielką plamą na podłodze i wszystkie pieprzniczki, solniczki, puszeczki i pudełeczka będą na swoim miejscu.
Tak się jakoś złożyło, że rodzice moi zakupili sobie do kuchni sprzęty, które błyszczą. Wszystkie. Oczywiście, do takiego wyposażenia trzeba jeszcze koniecznie dokupić pomoc domową, albo mieć ogromne zamiłowanie do czyszczenia, polerowania i wycierania każdej kropli wody, która skapnie na błyszczącą powierzchnię. Nieszczęśliwie, żadne z moich rodziców nie odkryło w sobie nigdy zamiłowania do porządku, w związku z czym, kuchnia zazwyczaj wygląda jak poligon, na którym ktoś urządził bitwę na jedzenie.
Zrobienie tam porządku przy obecności mojej rodziny nic nie daje, bo z góry wiadomo, że nie dalej jak po 20 minutach wszystko wróci do stanu sprzed sprzątania.
Wniosek? Uczcie swoje dzieci odkładać zabawki na miejsce. Później bardzo ciężko mieszka się z tymi, które o tej sztuczce nie słyszały.



BeteNoire
No to skoro już jest wysprzątane na błysk, to wpadam wieczorem na imprezę, by… nabałaganić trochę :>