18 gru 2008

Przeziębienie jako synonim zapalenia stopy

Zaliczyłam wyprawę do lekarza. A wiedzieć musicie, że wyprawa jest słowem dobrym, bo w przychodni byłam tak dawno, że moja karta nadal tkwi w szufladach pediatry.

Cała wizyta trwała jakieś 3 minuty łącznie z wypisaniem recept i zwolnienia z zajęć. Właściwie gdyby nie zwolnienie, prawdopodobnie zaoszczędziłabym te 3 minuty i nadal wiedziałabym tyle samo: jestem przeziębiona :>

Pani doktor przeziębienie moje postanowiła zwalczyć antybiotykiem, który według recepty jest równie dobry na katar jak i zapalenie ucha środkowego. Właściwie jakbym cierpiała na grypę żołądkową bądź dur brzuszny to też by się nadał. Podejrzewam, że gdyby istniało zapalenie stopy, to teeż byłoby wymienione w ulotce.Niech żyją nowoczesne nieinwazyjne leki o wąskim spektrum działania!

O! Jeszcze jeden szok dzisiaj przeżyłam. W aptece. I nie był bynajmniej wywołany ceną leków... Otóż usłyszałam kwotę i odruchowo położyłam na tacce Visę, na co pani spojrzała na mnie zdziwiona i rzekła: Ale ta karta nie. Nie do końca wiedząc, o co pani chodzi (w końcu mam niestandardowy nadruk), wolałam się upewnić, że pani wie, że to przecież karta płatnicza jest. Niestety. W odpowiedzi usłyszałam rozbrajająco szczery komunikat, że: Ale ja nie mam TEGO urządzenia. No. I z braku urządzenia zmuszona byłam zanurkować w otchłanie torebki w poszuiwaniu gotówki, co nie zdarzyło mi się od bardzo dawna...

Spod kołdry dwudziesty raz obejrzałam pierwszy odcinek Friendsów