01 kw 2009
Prima Aprilis
Dzisiejsze święto mnie wkurwia.
Ludzie zmieniają szablony, zakładają buty bez sznurówek i trzy razy z rana sprawdzają, czy nie mają plamy na krawacie.
Co im nie powiesz, to odbierają jako żart i możesz próbować tłumaczyć, że: TAK, masz na myśli to, co mówisz!
Wyszło na jaw, że nasza nauczycielka od matmy tak bardzo cierpi na chroniczny brak seksu, że myślała, że rozśmieszy nas żart, że na następne kolokwium obowiązuje nas znajomość metod sprawdzania ciągłości funkcji wielu zmiennych (przypomnę, że taka funkcja może zmierzać do punktu pod nieskończoną ilością kątów i kształtów). Naprawdę kosmiczność tego zagadnienia niczym nie odbiegała od kosmiczności tych, które nas na serio obowiązują. Nikt, NIKT nie załapał jej poczucia humoru.
Na wszelki wypadek dzisiaj nie robię zakupów, nie przelewam pieniędzy i nie wdaję się w rozmowy poważniejsze niż na temat obowiązku podlania paprotki.
Bardzo prawdopodobne, że wychodzę na Prima Aprilisowego Scrooge'a, ale po każdym pierwszym kwietnia jestem bardziej zmęczona niż rozbawiona.



ja dzisiaj nie czytam zadnych newsów ani nic bo naprawdę nie wiadomo, co prawdą jest, a co nie… (bo niektóre nieprawdopodobne mogą okazać się potem prawdą i będzie o.)