18 maj 2009
Jako i ja podchodzę
Całe życie mieszkałam we własnym domu (o takim metrażu i ilości obszernych garaży, że do dzisiaj nie wszyscy chcą wierzyć). Tymczasem los rzucił mnie do pięćdziesięcio metrowego mieszkania na parterze. W bloku.
Zaprawdę, zaprawdę powiadam wam: mieszkanie w bloku sucks!
W każdy niedzielny poranek tuż pod moim oknem
lata (bo biega to jakieś niedomówienie) drąc się w niebo głosy cała sfora dzieciaków w wieku przed przedszkolnym. Każde ma swoje zabawki i swój świat. A nianie/babcie/mamy stoją obok i popalają papierosy. Swoją drogą wygląda to tak samo, kiedy wyprowadzają na spacer psy...
Na moim piętrze troje drzwi ode mnie mieszka sobie pan muzyk. Pan muzyk gra na flecie poprzecznym. Jego koledzy grają też na gitarze elektrycznej, perkusji (w k!urde bloku) i czymś, co brzmi jak tamburyno, ale pewności nie mam. Pan gra na flecie od pół roku. Uczy się metodą kar za błędy. Jeśli choć jedna nuta w utworze wyjdzie nieczysto... Zaczyna od początku.
Nie jestem w stanie rozpoznać większości piosenek, ale zapewne potrafiłabym je pięknie zanucić.
Na piętrze ostatnim mieszka pan wychowany przy ogniskach bieszczadzkich zapewne. Mazurskich może trochę? Pan ma wygląd krzepkiego marynarza i grywa na gitarze klasycznej. Grywa pieśni ogniskowe, a przyśpiewuje mu najserdeczniejszy przyjaciel. Który to przyjaciel przez tyle lat swojego życia nie odkrył jeszcze, że jak się zbyt wiele wypije to kompas należy ustawić na łazienkę, a nie balkon. W ten sposób sąsiad z góry jest stałym bywalcem naszego balkonu.
Chyba lubi sprzątać.
Piętro wyżej za to mieszka sobie pani - miłośniczka kwiatów. Które to kwiaty z uporem maniaka codziennie przelewa. I tępa cipa nie spojrzy czy przypadkiem na balkonie poniżej nie mam wywieszonej pościeli, albo postawionego drogiego laptopa, albo czy przypadkiem sama nie stoję z kubkiem kawy. Bo co ją to k!urde obchodzi, że ja mogę być kilka tysięcy w plecy, albo że mogę dostać wiadrem wody po łbie, jak ona sobie musi kwiatki po bożemu przelać.
Zaprawdę, zaprawdę powiadam wam: mieszkanie w bloku sucks!
I przestają mnie dziwić wszystkie te Zemsty i Sami Swoi. Ludzie po prostu tacy są. Nie mają w sobie za grosz empatii i należałoby to skwitować cytatem z Dnia Świra:
Że nie podbijam karty na zakładzie o 7 rano to już w waszym robolskim mniemaniu muszę być nierobem! Już woleć inteligentowi jebać po uszach od brzasku! Żeby sobie kałamarz nie pospał godzinkę dłużej kapke od was, skoro zasnął dopiero nad ranem! I żebym się kompletnie spalił w blokach już na starcie. Grunt, że kurwa inteligent załatwiony na dzień cały.



i dla tego warto od rana pić ;)