22 maj 2009
Czasami
Kiedy gdzieś mieszkasz, przychodzi taki czas, gdy nie da się tam już posprzątać. Układasz wszystko na swoim miejscu i kiedy po chwili wchodzisz do pokoju nadal masz wrażenie straszliwego bałaganu.
To jest dokładnie wtedy, gdy zaczynasz mieć więcej małych, pozornie nie zajmujących miejsca, rzeczy, które zajmują już wszystkie półki.
Na wpół przeczytane książki. Ogromny kieliszek do wina, który w zasadzie od dłuższego czasu już tylko wygląda. Koszyczek z pozwijanymi ładowarkami, kablami USB i innymi przejściówkami. Kubek na długopisy z porozwieszanymi kolczykami. Inny koszyczek z bibelotami, które jeszcze kiedyś na pewno się przydadzą, ale w tej chwili akurat nie potrzebujesz agrafki wielkości twojego środkowego palca. Jakaś kupka papierów/rachunków, których nie można schować do szafki, bo potrzebne są pod ręką, ale akurat nie w tym tygodniu i nie w przyszłym. Tuby z płytami i niedokończona antyramka, która tylko tymczasowo przecież leży na regale. I aparat fotograficzny, dla którego nie ma już miejsca w szufladzie, ale gdzieś go położyć trzeba.
...
Mam w sobie coś z chomika. Zawsze chciałam móc mieszkać w domu jak z katalogu. Gdzie wszystko ma swoje miejsce i nigdzie nie widać: kosmetyków, porozrzucanych zatyczek od pendrive'ów i niedoczytanych gazet. Każda rzecz miała mieć swoje miejsce i sprawiać wrażenie idealnie pasującej do reszty.
W moim przypadku jednak z miejscem w szafkach jest jak z przestrzenią dyskową. Zapełnię 100% niezależnie od dostępnej wielkości. I choćbym nie wiem jak usilnie układała rzeczy równo i w odpowiedniej kolejności - pokój nadal sprawia wrażenie zagraconego.
Zazdroszczę mojej babci tej umiejętności równoczesnego trzymania w mieszkaniu wszystkiego i posiadania miejsca za szkłem na równo poustawiane, błyszczące kryształy.



BeteNoire
Bo to jest po prostu dyfuzja. Przedmioty mają tendencję do rozproszenia się w możliwie najszerszej przestrzeni lokatora. :-) A upychanie wszystkiego w szufladki i szafeczki nie jest zbyt praktyczne.