30 cze 2009

Szukamy mieszkania

Drodzy ogłoszeniodawcy

Bieżanów Nowy to nie jest centrum.
Kurdwanów to nie jest centrum.
Centrum Nowej Huty to nie jest centrum.
Plac Centralny to nie jest centrum.
Górka Narodowa to nie jest śródmieście.
Prądnik Biały to nie jest Stare Miasto.
Z Prokocimia nie jest niedaleko do Rynku.
Ruczaj nie jest lokalizacją z dogodną komuniakcją miejską do centrum.

Pokój przedzielony ścianą z wielkim łukiem na środku to nie są dwa pokoje.
Aneks kuchenny w salonie oddzielony ladą to nie jest osobna, jasna kuchnia.
2500zł + 300zł czynszu + media za 45m² to nie jest tanio.
Pokój przechodni, w którym na dodatek znajduje się aneks kuchenny to jest przedpokój, a nie sypialnia.
Prysznic w kuchni to nie nowa moda, tylko porażka architektoniczna.

I najważniejsze: studenci to też ludzie! Nikt nie jest kretynem, żeby pozwolić sobie zrobić libację alkoholową i rozpalić ognisko na środku dużego pokoju we własnym mieszkaniu!



23 cze 2009

Pytania sąsiedzkie - odsłona kolejna

Pora obiadu na młodych osiedlach to jakaś masakra. Codziennie od 13 do 17 słychać płacz dzieci z kolejnych okien. Normalnie jakby je kto ze skóry obdzierał. Od czasu do czasu da się też usłyszeć: Nie wstaniesz od stołu do póki nie skończysz. Gdzie?! Do póki nie skończysz. Siadaj. Naprawdę całe popołudnie przepłakane. Siedzenie na balkonie w najcieplejszych godzinach dnia traci wiele uroku.

I ja się pytam: PO CO te biedne dzieci zmuszać do jedzenia? No PO CO?!

Moja mama miała do tego bardzo dobre i dosadne podejście: Nie chcesz? Nie jedz - umrzesz z głodu, będzie spokój. No i jak dziecko przyszło wygłodniałe na kolejny posiłek to już coś tam poskubało z talerza.

Czy to nie jest jasne, że jak dziecko nie chce jeść to nie jest głodne? I druga sprawa, czy to nie oczywiste, że jak mamusia/babcia/ciocia idzie z dzieckiem na poranny spacerek i pociecha co 5 minut dostaje flipsa, petitka, mambę, albo loda to później nie ma bata, żeby w tym swoim małym brzuszku zmieściło jeszcze obiad?

Chybione wzorce wychowawcze niereformowalnie przekazywane z dziada pradziada chyba nigdy nie przestaną mnie wkurzać.



16 cze 2009

Niezapominajka

Na naszej klasie mam ponad setkę znajomych (Tak, wiem że mniej niż 300 robi ze mnie noliferkę :> ). Statystycznie raz na 3 dni przychodzi mi powiadomienie o czyichś urodzinach. Równie statystycznie obchodzi mnie jedna dziesiąta tych powiadomień.

Jeśli nie obchodzą mnie (bardziej trafnym określeniem byłoby angielskie: I don't give a shit) nawet czyjeś urodziny to znaczy, że jestem aspołeczna, czy że ci ludzie tak naprawdę nie mają nic wspólnego z byciem znajomym?

...

Tak żeby spojrzeć przychylnie na nasz rodzimy serwis społecznościowy: dobrze, że w Polsce mamy znajomych, a nie przyjaciół jak w serwisach anglojęzycznych. To dopiero byłaby hipokryzja - nie (chcieć) pamiętać o ich urodzinach.