24 lip 2009

/b/ - le fU!

Powrót z wakacji w prawdopodobnie najlepszym składzie ever.

Miejsce? Ot Kołobrzeg z czarną kulką na starówce i zbyt wysoką latarnią na piaszczystej plaży. Ale w zasadzie... to nie było ważne. Równie dobrze mogliby nas wysadzić w środku Zakopanego, Augustowa, czy innego Sopotu.

Spacer bezdrożami w środku nocy i tak skończyłby się prawie LARPem, do ostatniej chwili nie kupilibyśmy planu miasta, a w ulewnym deszczu wciąż bylibyśmy Radą Jedi. Straszenie ludzi na plaży wszystkimi odmianami metalu i kilka partii kierek. Plaga biedronek - straciły cały urok bożych krówek - i piwo przy zachodzie słońca. I śmiech.

Gdybym posiadała 101w1001 wykreśliłabym punkt o wskakiwaniu do morza w ubraniu. I o przejściu przez miasto na boso.

Tutaj pewnie jest miejsce na całą listę nowych odzywek i związków frazeologicznych, które już zawsze będą miały jakiekolwiek znaczenie tylko dla tych kilku osób i które będą irytować naszych znajomych, ale...

Tak po prostu: dziękuję :)



10 lip 2009

Smutny film

Benjamin Button plakat

W środku nocy obejrzałam The Curious Case of Benjamin Button. Wbrew wszelkim złośliwym żartom na temat tego filmu, nie miał on zupełnie nic wspólnego z Forestem Gumpem.

Jeszcze nigdy nie widziałam obrazu tak przejmująco smutnego.
Banalny. Z domieszkami holiłudzkich światełek i wtórnych motywów. Główna historia miłosna wcale nie jest szczęśliwa. Ładna owszem, ale nie szczęśliwa.
Po takim filmie człowiek przestaje się bać starości. Widzi scenariusz gorszy. Nie zestarzejesz się, nie będziesz oglądać swoich zmarszczek. Zestarzeją się wszyscy, których kochasz, a ty jako nastolatek nie będziesz w stanie się nimi zająć.

Całej tej smutności nie przeszkodził nawet Brad jako główny bohater. Ani nawet to, że przefarbowali Galadrielę na rudo i nareszcie była naprawdę piękna.