24 lip 2009
/b/ - le fU!
Powrót z wakacji w prawdopodobnie najlepszym składzie ever.
Miejsce? Ot Kołobrzeg z czarną kulką na starówce i zbyt wysoką latarnią na piaszczystej plaży. Ale w zasadzie... to nie było ważne. Równie dobrze mogliby nas wysadzić w środku Zakopanego, Augustowa, czy innego Sopotu.
Spacer bezdrożami w środku nocy i tak skończyłby się prawie LARPem, do ostatniej chwili nie kupilibyśmy planu miasta, a w ulewnym deszczu wciąż bylibyśmy Radą Jedi. Straszenie ludzi na plaży wszystkimi odmianami metalu i kilka partii kierek. Plaga biedronek - straciły cały urok bożych krówek - i piwo przy zachodzie słońca. I śmiech.
Gdybym posiadała 101w1001 wykreśliłabym punkt o wskakiwaniu do morza w ubraniu. I o przejściu przez miasto na boso.
Tutaj pewnie jest miejsce na całą listę nowych odzywek i związków frazeologicznych, które już zawsze będą miały jakiekolwiek znaczenie tylko dla tych kilku osób i które będą irytować naszych znajomych, ale...
Tak po prostu: dziękuję :)


