27 sie 2009

Czerwony jurajski szlak rowerowy

...Przejechany w dwa dni.

Jurajski szlak. Kraków - Ogrodzieniec
Jurajski szlak. Kraków - Ogrodzieniec
na EveryTrail

Najpierw do Krakowa pociągiem, później już tylko między drzewami, skałami i tuż obok przepaści rowerem. Szlak na nasypie kolejowym i po głazach wapiennych. Kawał Ojcowskiego Parku Narodowego. Z Maczugą Herkulesa i zamkiem w Pieskowej Skale. I z anonimową pionową skalną ścianą. Prawdziwie zielona trawa i nieznośne pokrzywy. Zimne piwo. Jeszcze nie zabrali nam prawa jazdy. Zamek w Rabsztynie. Jedzenie w Olkuszu i powrót na szlak. Jeszcze trochę piachu na drodze i małych wiosek. Ciemno się robi. I dom.

Jurajski szlak. Częstochowa - Zawiercie
Jurajski szlak. Częstochowa - Zawiercie
na EveryTrail

Rano chwilowe oględziny, czy jeszcze żyję? Nowy smar na łańcuch - tak, dało się go zedrzeć. Świeża woda w bidonie i na pociąg. Stacja w Częstochowie. Już wiesz dlaczego we wszystkich opisach tego szlaku prowadzi on od Krakowa do Częstochowy? Gdybyśmy jechali w prawidłową stronę byłoby ciągle z górki...
Piaszczyste szlaki. Pierwszy Snickers. Niekończący się pociąg spalinowy pod wiaduktem. Zamek w Olsztynie. Z wieżą głodową na skale. Poddajemy się, nie będziemy podbijać tej twierdzy w pełnych zbrojach i z drabinami oblężniczymi na plecach. Foch! Sami się zdobywajcie! My wypijemy Harnasia na murach. I kolejnego w drodze do Złotego Potoku. Potem dla czystego lansu wleziemy na górę o nachyleniu wspinaczkowym, bo kto powiedział, że jak szlak nie jest rowerowy to nie da się go przetrwać! I z góry. Przestraszymy wszystkich trekingowych turystów. Mogli się przecież spodziewać rowerzystów zjeżdżających ze skały, nie?! Obejrzymy pałacyki i zrobimy milion niedoświetlonych zdjęć. Zakopiemy się po piastę w piachu na leśnej ścieżce. Trzeci raz skończy nam się woda. I dojedziemy do terenów, które znamy już na pamięć i z każdej strony. Jak wariacja artystyczna pewnego architekta na temat: Hm, ciekawe jak 500lat temu wyglądał zamek w Bobolicach? A! To sobie go odbuduję i zrobię hotel.. I uturystowione ścieżki w Morsku - ze znakami drogowymi w środku lasu. I kawałek skarżyckiego Okiennika. I własny znowu dom na granicy Wyżyny Śląskiej i Krakowsko-Częstochowskiej. Pod górę...

. . .

Nie obyło się bez przebitej dętki i przestawionych przerzutek. Siodełka okazały się mniej wygodne niż wyglądają, a amortyzatory do jurajskiego downhillu jeszcze trochę za słabe. I zapamiętać: Jeśli szlak na Jurze Krakowsko-Częstochowskiej jest oznaczony jako pieszy to znaczy, że rowerem jest nieprzejezdny, za to szlak rowerowy jest być-może-ewentualnie przejezdny.

Czasami GPS się wyłączał.
193km w dwa dni. Samoocena, morale i inne wskaźniki lansu rosną pod samo niebo.

Kuubie i Rocky'emu dziękuję z całego serca i na kolejną wyprawę piszę się rękami i nogami.

Było warto. Mimo zakwasów, bolących rąk i dup ;]

Dodaj komentarz:

⇐ nick | ⇓ treść
⇐ URL

27 sie 2009 14:06

reod

Ja w te wakacje przeszedłem niemal całą jurę, tylko trochę w lamerski sposób: na dwa razy, do tego po pięć dni.

No ale trzeba uczciwie przyznać, że piw wypiłem liczbę dwucyfrową.

27 sie 2009 14:25

fav Mrugacz

Jakby nie patrzeć, każde z nas w te wakacje miało przygód bez liku ;)

28 sie 2009 22:33

Rc

Hmm.. no ja tam zjeżdżalem gdzie Ty niemal sprowadzałaś rower:P Raz w karzakach wylądowałem, ale bez wywrotki, chciałem zaznaczyć :D

A te "bolących rąk i dup ;]" wcale nie musiałaś objawiać xD

31 sie 2009 23:45

spych

Nie wiem jak u Ciebie ale mnie zawsze najbardziej dupa boli...

04 wrze 2009 19:33

Kuuba

I ja tam byłem, tyłek obiłem i piwo wypiłem:D Mam nadzieje, że jeszcze nie raz uda nam się przetrwać równie ciekawą wycieczkę:)

17 wrze 2009 09:39

fav efcia

Pogratulować kondycji ;) ja miałam przygodę z wycieczką rowerową, 30 kilometrową w jedno popołudnie, z finiszem podczas burzy, po której miałam anginę i leżałam w szpitalu -i się zniechęciłam do dłuższych wycieczek ;) a z braku przyzwyczajenia to oprócz zakwasów, dupa mnie też bolała - jak szaleć to szaleć :P