23 paź 2009
Nadgorliwość
Z moich obserwacji społecznych wynika, że bardzo, ale to bardzo wkurwia mnie nadgorliwość i niczym nieosłonięte lizusostwo.
W mojej najnowszej grupie studenckiej pojawiło się dziewcze, które zawsze wszystko wie, zawsze zaczyna odpowiadać na pytanie wykładowcy zanim ten zdąży je dokończyć i zawsze po zdaniu: Czy są jakieś pytania
ma pytanie. Z posiadaniem pytań wszystko byłoby okej gdyby nie fakt, że koleżanka albo musi z góry znać odpowiedź, bo jest - zdawałoby się - oczywista, albo pytanie odnosi się do tak abstrakcyjnej sytuacji, że nawet wykładowca ma poważny problem ze zrozumieniem, o co jej chodzi lub wyobrażeniem sobie i rozwiązaniem problemu, a reszta roku głodna, zmęczona i myśląca już tylko o wyjściu z sali musi tego słuchać.
Na ćwiczeniach woła prowadzącego do siebie tylko po to, żeby zapytać, czy dobrze myśli: "Bo wie pan magister, ja nie jestem dobra z programowania, bo ja miałam rok przerwy w studiowaniu i jakoś no sam pan widzi..." - a pierwsza z grupy skończyła zadanie. Podczas rozwiązywania zadania na tablicy wdzięczy się i wyjaśnia każdą zapisywaną cyferkę i rysowaną kreskę lub po każdym zapisanym wyrazie upewnia się, czy aby na pewno nie popełniła jakiegoś straszliwego i ośmieszającego ją błędu.
Zawsze siada w pierwszym rzędzie i notuje każde słowo.
Nie wiem czy moją niechęcią do niej objawiam jakiś syndrom leminga, który bezmyślnie idzie za tłumem i każde odchylenie od normy jest dla niego niepokojące, czy może serio z tą laską jest coś mocno nie tak.
Dobrze, że chociaż na wykładach z algorytmów się nie pojawiła, bo jakbym po 3 zmarnowanych i przenudzonych godzinach usłyszała, że ktoś ma jeszcze jakieś pytania, co sprawia, że ciągle nie mogę iść na obiad, to byłabym skłonna zacząć rzucać niebezpiecznymi przedmiotami...


