Są ludzie, których na zajęciach słuchasz absolutnie bez przekonania.
Jest jaśnie doktor, który opowiada o różnych rzeczach, które z punktu widzenia obserwatora praktyków wydają się przeczyć logice i ogólnemu działaniu świata i tenże doktor twierdzi, że tak właśnie jest i tak właśnie się dzieje, bo tak jest napisane w książkach - i nie doda z przymrużeniem oka, że to co w książkach czasami odbiega od rzeczywistości. Wyobraźnia od razu podsuwa jak ten doktor w latach swojej największej produktywności zajmował się siedzeniem w teorii i lizaniem dupy jakiegoś mądrzejszego od siebie profesora. Firmę od środka, ależ owszem, widział, ale tylko przez 3 tygodnie parzenia kawy na praktykach.
Z drugiej zaś strony są ci doktorzy, co zajmują się robieniem analiz i projektów dla prawdziwych firm, a na uczelni siedzą, bo lubią lub żeby zdobyć chociaż habilitację. I ci profesorowie zwyczajni, którzy otwarcie mówią, że w życiu osiągnęli już wszystko i nas uczą dla przyjemności.
Tak oto jeden z takich profesorów został moim idolem tego semestru. Póki co sam przedmiot jest mało pasjonujący i odkrywczy, ale za to sposób prowadzenia i sam prowadzący przyciągają.
No nie oszukujmy się, kiedy słyszy się uwagę wtrąconą mimochodem:
Kojarzycie CERN, prawda? To taki ośrodek naukowy pod Genewą i zbudowali tam takie urządzenie - może słyszeliście - Wielki Zderzacz Hardronów. To jest taka maszyna do zderzania ze sobą małych cząsteczek - hardronów właśnie - co pozwala odtworzyć warunki panujące podczas Wielkiego Wybuchu, dość interesujący wynalazek... No ale w każdym razie jak brałem udział w projektowaniu systemu informacyjnego do jego obsługi to...
następuje mruganie oczętami z niedowierzaniem i namacalny niemalże wzrost respektu o 200 punktów.
Na kolejnym wykładzie profesor podaje przykłady przeszkód w takim projektowaniu, pokazuje wykresy i abstrakcyjne trochę porównania dobry zarząd - zły zarząd, dobre - złe stosunki w zespole itd., i tu znów mimochodem:
Bardzo często po kilku miesiącach prób okazuje się, że oczekiwania klienta przekraczają wszelkie możliwości projektowe, np. mój projekt systemu informacyjnego dla banku BPH okazał się fiaskiem, ponieważ...
I to ponieważ z życia nagle rozjaśnia wszystkie wykresy i pokazuje, że faktycznie tak jest. Chwilę później słyszy się, że z Chińczykami się średnio współpracuje, ale za to z Malezyjczykami można się dogadać jak ze swoim i za dobrą cenę uzyskać dokładnie te wyniki, o które chodzi.
No i gdzież tu porównanie z tym panem, co całe życie spędził we własnej katedrze i jedynym jego zainteresowaniem jest gnębienie studentów na 10. terminie egzaminu i wmawianie im, że definicja żywcem przepisana z książki jego koleżanki z katedry jest wierutną bzdurą, podczas gdy jego własna różni się jednym przyimkiem...