11 mar 2010
KSD
Z okazji wolnego poranka obejrzałam pierwszy odcinek Klubu Szalonych Dziewic.
Oprócz niskiej naturalności dialogów (chociaż nie wiem, może cool dziewice z Warszawy tak ze sobą gadają..?), rzuca się w oczy zaawansowane ADHD pana montażysty, czy może reżysera, czy kogo tam, kto jest odpowiedzialny za to jak sceny są zmontowane.
Ja rozumiem, że miało być cool i cacy, że niby takie super przeskoki i niby dynamika sceny, ale jak obraz przeskakuje 30 razy na minutę z zapinki stanika głównej bohaterki na tyłek jej faceta, to można co najmniej ataku epilepsji dostać...



polskie filmy o milosci... wszystkie kolorowe, ikeowe, wesołe i zupełnie niezwiązane z rzeczywistością ;)