29 sty 2011

Wyścig egzaminacyjny

Czasami plan nauki: Po kolei i bez paniki nabiera wymiarów niemożliwości. Zwłaszcza wtedy, kiedy trzy egzaminy, skądinąd swoją liczebnością zakrawające o błąd statystyczny, odbywają się w ciągu trzech dni. Pod rząd - żeby nie było niedomówień.

Jeden taki, co to na wstępie egzaminator powie: Witam, nazywam się... W ciągu tego semestru byłem państwa wykładowcą, ale tylko czworo z was mnie widziało przed tym egzaminem.

Jeden z tych, co to sprawdzane są poprzez rzut indeksem i jak spadnie w odpowiedniej konfiguracji, to jest nikła szansa na zaliczenie. Od dziesięciu lat ten sam test. Dokładnie: te same pytania i te same odpowiedzi w wariantach A, B i C. Czasami jednak test jest wielokrotnego wyboru, a czasami jednokrotnego i o ile wielokrotny wybór studenci już dawno opracowali, o tyle wersja jednokrotna wciąż pozostaje tajemnicą - co roku inna odpowiedź jest tą bardziej prawidłową.

Trzeci zaś egzamin jest w końcu tym, na którym można wykazać się swoją szczątkową wiedzą. Na sali nie będzie zbyt duszno i tłoczno, bo liczba studentów dopuszczonych do egzaminu jest mniej więcej cztery razy mniejsza niż liczba miejsc siedzących w auli. I to bynajmniej nie z powodu wybrania zbyt dużej sali egzaminacyjnej...

Czas - start!



24 sty 2011

Stay

zostań
Zostań

Lubię takie filmy. Psychodeliczna przeplatanka jawy i snu. W sumie nie wiadomo, o co chodzi i do głowy przychodzą setki prawdopodobnych przyczyn takiego, a nie innego biegu wypadków. Aż do ostatniej sceny. Ostatnia scena zawsze wszystko wyjaśnia.

Tutaj nastąpiło zaskoczenie. Otóż tym razem ostatnia scena nie pokazała tego, co podejrzewałam mniej więcej od połowy filmu. Zaskoczenie zdecydowanie na plus. Dla odmiany główny bohater [Sam] nie jest schizofrenikiem i nie nawyobrażał sobie wszystkiego, co się w okół niego dzieje.

Lubię takie filmy. Interesujące ujęcia. Nieuporządkowane przeskoki między scenami. Płynne przejścia z żyrandolu w salonie do świateł ulicznych. Z porannego przecierania twarzy do jazdy na rowerze w tłumie pieszych.

Mogę z czystym sumieniem zachęcić do obejrzenia. Jest tylko jeden warunek: 120 niezajętych minut. Oglądanie Stay po kawałku z przerwami nie ma najmniejszego sensu. O książkach słyszałam: "Świetna, ale to nie jest czytadło do autobusu". O Stay należałoby powiedzieć: "Świetny, ale to nie jest film na przerwę w nauce".



12 sty 2011

Czaqu

Czaqurwa grać

I znowu mam 15 lat.

Na ten koncert czekałam 6 lat.
Koncert zespołu, który swój pierwszy album wydał w ilości 50 sztuk. Zespołu, przy którego Masowej Oryginalności opalałam nos, a przy Jej Marzeniach zakochiwałam się na zabój. Ich Inność nieodmiennie przywodzi na myśl morze i plażę - zupełnie bez związku z typem muzyki.

Od czasu kiedy koleżanka z Torunia przysyłała mi ich album po jednej piosence w każdym mailu - bo wtedy więcej się nie mieściło - panowie dorobili się obrączek i elektronicznych dźwięków. Dorobili się też albumu drugiego, wydanego w zdecydowanie większym nakładzie.

Dzisiaj na koncercie w krakowskim Zaścianku byłam chyba jedną z pięciu osób, które kiedykolwiek o nich słyszały. A na pewno jedną z trzech, które znały którykolwiek tekst.

Opłaciło się czekać tych parę lat...