29 sty 2011

Wyścig egzaminacyjny

Czasami plan nauki: Po kolei i bez paniki nabiera wymiarów niemożliwości. Zwłaszcza wtedy, kiedy trzy egzaminy, skądinąd swoją liczebnością zakrawające o błąd statystyczny, odbywają się w ciągu trzech dni. Pod rząd - żeby nie było niedomówień.

Jeden taki, co to na wstępie egzaminator powie: Witam, nazywam się... W ciągu tego semestru byłem państwa wykładowcą, ale tylko czworo z was mnie widziało przed tym egzaminem.

Jeden z tych, co to sprawdzane są poprzez rzut indeksem i jak spadnie w odpowiedniej konfiguracji, to jest nikła szansa na zaliczenie. Od dziesięciu lat ten sam test. Dokładnie: te same pytania i te same odpowiedzi w wariantach A, B i C. Czasami jednak test jest wielokrotnego wyboru, a czasami jednokrotnego i o ile wielokrotny wybór studenci już dawno opracowali, o tyle wersja jednokrotna wciąż pozostaje tajemnicą - co roku inna odpowiedź jest tą bardziej prawidłową.

Trzeci zaś egzamin jest w końcu tym, na którym można wykazać się swoją szczątkową wiedzą. Na sali nie będzie zbyt duszno i tłoczno, bo liczba studentów dopuszczonych do egzaminu jest mniej więcej cztery razy mniejsza niż liczba miejsc siedzących w auli. I to bynajmniej nie z powodu wybrania zbyt dużej sali egzaminacyjnej...

Czas - start!

Dodaj komentarz:

⇐ nick | ⇓ treść
⇐ URL

29 sty 2011 11:27

piotrek

Nie ma co się przejmować w takim razie ;)

29 sty 2011 13:24

fav pecet

ojej ale tym studentom źle

29 sty 2011 16:32

CoRocznikuToSamo

A każdy taki oryginalny (szczeŋolnie taki pecet). Zieeew.

30 sty 2011 11:35

fav Minio

  1. Trzeba umieć sobie ułożyć egzaminy. Jak macie ciotowatego starostę, który nie protestuje gdy chcą wam wrzucić trzy egzaminy dzień po dniu, to go czas najwyższy zmienić.

  2. Jeśli prowadzący faktycznie losuje oceny, to:
    a) powinnaś mieć ileś czasu na obejrzenie swojej pracy (u mnie regulaminowo 2 tygodnie) -> i tutaj możliwość wykłócenia się o wyższy stopień
    b) zawsze pozostaje egzamin komisyjny z zewnętrznym oceniającym. Jeśli pójdzie Tobie doskonale, to jest to też okazja żeby takiego prowadzącego z uczelni wysiudać. Lepiej się sprawdzi obdzierając ze skóry małe foczki niż próbując nauczać studentów.

jeśli zaś chodzi o tego pierwszego — trzeba było chodzić na te wykłady...

30 sty 2011 12:06

fav anoriell

Czasami zdarza mi się nie narzekać. To jest jeden z tych razy. Wbrew pozorom.

Całkiem dla odmiany mam trzy egzaminy miast ośmiu i nawet mam wystarczająco dużo czasu, żeby wytworzyć podsumowanie każdego z nich.

A co do zdawania komisyjnego... Teoretycznie to owszem można. Ale w przyszłym semestrze też będę mieć z tym panem zajęcia, więc niechże on sobie na zdrowie rzuca tym moim indeksem. Lepiej niech rzuca niż na sam widok nazwiska wpisuje ndst.