31 mar 2011

Siergiej Łukjanienko - Labirynt Odbić

Okładka Labirynt Odbić

Są takie książki, które może nie są naprawdę dobre i naprawdę odkrywcze, ale w punktacji dziesięciopunktowej dajesz im 10. Zostały przeczytane w najlepszym możliwym czasie. Całym swoim - być może przez ciebie wymyślonym - przesłaniem trafiły dokładnie tam gdzie powinny, by zostały zapamiętane do końca życia.

Łukjanienko skończył pisać Labirynt Odbić w 1996 roku. Kiedy tepsa dopiero nieśmiało zaproponowała nam 0202122. I już wtedy rozpisywał się o życiu w wirtualności, o budowaniu świata i przywiązywaniu się do ludzi, którzy nie są (czyżby?) prawdziwi.

- I tak będę musiał odejść. Na długo - przyznaję się uczciwie. Romka mruga.
- Co? Z Sieci? Powaga?
Nie, żart... Kiwam głową.
- A jak będziesz żył? - pyta zdumiony Roman.
Tylko my mieszkańcy wirtualnego świata rozumiemy się nawzajem.

Ujął nawet moment osobistego oczyszczenia, kiedy stwierdzasz, że trzeba wstać i wyjść. Porozmawiać z przyjaciółką dla odmiany szczerze i nad Wisłą. Stworzyć coś, co nie będzie narysowane. Kupić karnet na fitness i założyć rolki, bo tutaj jest więcej do oglądania.

Jeszcze druga część dylogii...

DEEP
enter



30 mar 2011

Sala Samobójców

Sala Samobójców
Z Filmweb

Kiedy... Film się kończy, a ty drżysz.
Nie zrobiło się zimniej...

Bo... Żyjesz tam. W samym środku. W tej przepięknej scenerii wiecznie płonącego drzewa i tańca pikseli, które uważasz za tak prawdziwe...

Chodzisz na imprezy: "Haha, okej ja się z nią będę całować jak ty z nim też, przyjmujesz wyzwanie?", "No chodź, będzie fajnie!".
I znajdujesz swoje zdjęcia na tablicach. Dziecko dyrektora-kierownika na środku zaśnieżonego pola z flachą wódy na hejnalistę.

Bo masz te ekspresjonistyczne obrazy, które nazywasz swoimi przyjaciółmi, a przecież... Składają się tylko ze słów i uczuć. Takich, od których pytanie: "A jak smakuje twoja gruszka?" już dawno przestało dziwić.

I martwisz się. Trzeci dzień nie w Internecie, a wyjechał bez kasku. I tak nie móc być w tym szpitalu i choćby reprymendy odprawić należnej.
Nie potrafisz się nie przywiązywać. Nie potrafisz uważać, że to mniej prawdziwe.

Bo masz przyjaciół, z którymi żyjesz przez dwa lata pod jednym niemal dachem i widujesz się na prawdziwym pachnącym i smakującym obiedzie i odbierasz telefony z piosenkami na poprawę zdrowia, a... Już do końca życia będą krasnoludem poznanym na polu bitwy.

Bo masz takich znajomych, którzy w kontaktach międzyludzkich na żywo zdołali jedynie osiągnąć kilka siniaków i chwilę wymuszonego bezdechu. Zastawiają okna, bo słońce padając na monitor przeszkadza im prowadzić normalne życie.

Bo znajomi dzisiaj rozsyłają olśniewające uśmiechy i pocieszające półsłówka, a jutro wypadają z okien. Z dziewiątego piętra wypadają.

I... Znowu zrobiło się tak cicho.

Dobrze, że byłam na tym filmie w kinie. Trzeba było wstać i wyjść. Nie dało się zostać w pokoju i milczeć z zamkniętymi oczami.



08 mar 2011

Prosium needed once again...

Wiara w bezwzględną równowagę w naturze ma już dla mnie niekwestionowany sens.

Bo to nie może tak działać, że komuś się zawsze udaje, a ktoś zawsze ma pecha. Nie nie. To działa tak, że jak już poświęcisz tej jednej ważnej rzeczy niemal wszystko łącznie z babcinymi obiadami w piątkowe popołudnia, nie-monotematycznością w rozmowach z przyjaciółmi, uwagą poświęcaną swojemu facetowi i czasem, który powinien być przeznaczony na pisanie pracy dyplomowej i już już czujesz tę rozpierającą dumę, że wszystko się udało i będzie działać i zostaje już tylko rozdawać uśmiechy i paść z zachwytu, świat mówi ci: "Pani już podziękujemy. Wystarczy.".

I tak trzy dni przed szczęśliwym finałem wydarzenia, któremu podporządkowałam kilka ostatnich miesięcy dowiaduję się, że DA SIĘ drugi raz w ciągu życia zachorować na ospę wietrzną. Nie będę mogła zobaczyć jak wyszło. Nie będę mogła tam być w najważniejszym momencie.

Nie, jeszcze nigdy nie byłam tak załamana...