14 maj 2011
Zakupy bez karty
Zostałam wyciągnięta na targowisko osiem do dziesięciu wiosek dalej. Targowisko z prawdziwego zdarzenia bym rzekła. Każdy sprzedawca z innym akcentem nawoływał do zakupienia swoich towarów. Do moich ulubionych niewątpliwe zalicza się okrzyk:
- Proszę proszę! Bluzeczki za grosze!
-A ta po ile?
-35 złotych
W ten oto sposób w wirze zakupów, za które nie da się zapłacić kartą Master Card, zdobyłam: rajstopy (trzy pary w cenie jednej), kostium kąpielowy (najnowszy fason, wszystkie rozmiary, najpiękniejsze kolory) za 15 zł (sic!) i apaszkę w moim ulubionym kolorze. O! I piękną bluzkę w kwiatuszki za złotych 20. Jak nic zaoszczędziłam 40 w porównani do tej, na którą czaiłam się w New Yorkerze!
Zastanawia mnie tylko, czy ciemnoskórzy sprzedawcy wyrywają swój towar prosto z rąk chińskich dzieci i uciekają przed zapłaceniem, czy to Polacy cwaniakują sprzedając to samo (sprawdzałam metki!) dokładnie dwa razy drożej.
Myśl tą zagryzę drogocenną truskawką...


