11 lis 2011

Rak piersi na portalu społecznościowym...

Przez damską część moich znajomych zostałam zasypana mailami o tajemniczej akcji (prawie) wspierającej walkę z rakiem piersi.

Breast Cancer Ribbon

Panowie! Czego o raku piersi dowiedzieliście się przez ostatnie kilka lat czytając statusy o długości i czasie, albo o tym gdzie wasze koleżanki lubią to robić?

Bo ja nie dowiedziałam się niczego. W tym roku również niczego się nie dowiem i nie zamieszkam w St. Petersburgu przez 27 miesięcy wbrew sugestiom moich koleżanek...

Najnowsza akcja przedstawia się tak:

Pomysł będzie związany z miesiącem i dniem urodzin.
Najpierw wybierz miesiąc z listy poniżej:

  • Styczeń: Chile
  • Luty: Londyn
  • Marzec: Miami
  • Kwiecień: Dominikana
  • Maj: Francja
  • Czerwiec: St. Petersburg
  • Lipiec: Austria
  • Sierpień: Niemcy
  • Wczesień: Holandia
  • Październik: Amsterdam
  • Listopad: Las Vegas
  • Grudzień: Kolumbia

Później napisz w statusie: Będę mieszkać w (tutaj nazwa miejsca odpowiednia do miesiąca w którym się urodziłaś) przez (i tutaj cyfra z dnia urodzin) miesięcy. Jezeli urdziłaś się 21października Twoje zdanie będzie wyglądać tak: "Będę mieszkać w Amsterdamie przez 21 miesięcy".



17 sie 2011

Ot, sprawny przepływ informacji

Yellow post it notes on the corkboard
© MyTudut

Administrator mojego bloku nie przestaje mnie zaskakiwać. O tym, że moja kratka w moich drzwiach w mojej łazience powinna mieć przynajmniej 200cm kwadratowych informował kartką na drzwiach wejściowych, listem w skrzynce oraz osobistymi dwoma wizytami.

Na drzwiach wejściowych znajduję również kartki z informacjami, że będzie sprawdzany licznik gazu (znajdujący się na klatce schodowej), że ksiądz będzie chodził po kolędzie i że w niedzielę o 4 nad ranem na 35 sekund zostanie odcięty prąd.

Jednakże ani w ciągu ostatniego tygodnia, ani nawet dzisiaj rano nie znalazłam żadnej informacji, że w jedno niespodziewane popołudnie blok zostanie pokryty rusztowaniem, a mój balkon, wraz ze świeżym praniem, zasypany wiadrem gruzu.



21 cze 2011

Odpowiedzialność rozproszona

Sprawiłam dzisiaj, że pogotowie, straż pożarna I policja wyważali sąsiadce drzwi o 6 rano. Mam nadzieję, że dokładnie to miała na myśli przez pół godziny krzycząc, żeby ktoś jej pomógł...

Jednak dzisiejszego poranka to nie jej drzwi przejęły mnie najbardziej, a doświadczona na własnej skórze rozproszona odpowiedzialność...

Przyznaję szczerze, że kiedy o 5:30 rano usłyszałam jęczenie, pomyślałam o drącym się kocie i po prostu przewróciłam się na drugi bok. Potrzebowałam dobrej chwili, żeby zrozumieć, że koty raczej nie wierzą w siły nadprzyrodzone i wzywanie Jezusa nie leży w ich naturze... Naturalnym więc było wyjść na klatkę i sprawdzić, co się dzieje. Pani z góry brzmiała na mocno cierpiącą, a przez drzwi jeszcze krzyknęła, że nie może wstać.

Tu zaczyna się historia, w której jej bezpośredni sąsiad z naprzeciwka burknął na mnie zza uchylonych drzwi, że jej nie zna i trzasnął drzwiami. Kobiety dzielące z potrzebującą ścianę nawet dały się namówić na zadzwonienie po jakąś pomoc, ale całe wcześniejsze krzyczenie i jęczenie skomentowały tylko: "No w sumie było coś od niej słychać przez chwilę". Współlokator mój za to skwitował moją wyprawę: "Dopiero o 5:30 cię obudziła? Ja już od 4:20 nie śpię przez te krzyki".

Nosz kurwa mać. Dla własnego świętego spokoju by dupę ruszyli, żeby chociaż babę uciszyć, na policję zadzwonili za zakłócanie ciszy nocnej choćby, a tu nic. Z piętra niżej, 5 minut po przebudzeniu musiałam się martwić, a tu jedni coś słyszeli inni mieli w dupie.

Przestają mnie dziwić historie o ludziach, którzy martwi przejeździli 2 dni w metrze zanim ktoś się zorientował. Dramat.