11 lis 2010

Listopad

Znowu nadszedł ze swoim deszczem, szarością i rozdeptanymi liśćmi. I katarem.

Po głowie kołaczą mi się fragmenty powieści, których nigdy nie napiszę i urywki rozmów, których prawdopodobnie nigdy nie odbędę.

Prosium... W ramach zagłuszania złego humoru i niedoborów słońca wzięłam na siebie prawie wszystkie zaproponowane zadania i spełniam wszystkie postanowienia posesyjne. Tylko do domu jeżdżę zbyt często jakby w masochistycznym odruchu zabierania sobie czasu produktywnego.

Czasami przystaję przerażona nadmiarem, a potem odkrywam, że czasu zostało jeszcze na życie na Facebooku i picie grzanego miodu w przytulnej knajpce.



29 paź 2010

Maleńki pracoholizm

Dziwne nowe uczucie, kiedy nie masz do załatwienia tysiąca spraw, kiedy nie myślisz jak pogodzić jedną imprezę z drugą, kiedy nie masz iść na spotkanie organizacyjne, kiedy obowiązki domowe ograniczają się do zrobienia sobie herbaty i kiedy nawet obiad czeka gotowy na stole.

Nie lubię tego uczucia. Przyzwyczaiłam się już do tego, że na nic nie mam czasu i że satysfakcjonująco odhaczam na liście kolejne TODO, że zapamiętuję całe zestawienia nowych nazwisk i dopisuję cechy do tych już znanych...

Przyjechałam do domu i jedyne co mogę zrobić to odrobić pracę domową. Ale w piątek?!

Nie podoba mi się ten bezruch.



15 paź 2010

Łóżkowo

Eksperyment związkowy: zamieniamy się na dzisiejszą noc stroną łóżka.

No. Ja mam poobijane o ścianę łokcie i kolana, a on trzy razy mało nie spadł z łóżka ;D

Nigdy więcej nie zamieniamy się stronami, a co!