11 lis 2010
Listopad
Znowu nadszedł ze swoim deszczem, szarością i rozdeptanymi liśćmi. I katarem.
Po głowie kołaczą mi się fragmenty powieści, których nigdy nie napiszę i urywki rozmów, których prawdopodobnie nigdy nie odbędę.
Prosium... W ramach zagłuszania złego humoru i niedoborów słońca wzięłam na siebie prawie wszystkie zaproponowane zadania i spełniam wszystkie postanowienia posesyjne. Tylko do domu jeżdżę zbyt często jakby w masochistycznym odruchu zabierania sobie czasu produktywnego.
Czasami przystaję przerażona nadmiarem, a potem odkrywam, że czasu zostało jeszcze na życie na Facebooku i picie grzanego miodu w przytulnej knajpce.


