04 lip 2010

Bardzo Lubię...

Nie mówię z osobna każdemu znajomemu co ważnego się ostatnio dzieje, bo wrzucenie tego na blipa/facebooka daje mi poczucie, że już wszyscy wiedzą. Chwilę później spotykam kogoś, kto nie używa ani jednego, ani drugiego i jest wielce urażony moim brakiem chęci informowania go o przełomowych (nawet!) chwilach.

I dziwne przy takich ludziach staje się rozpoczynanie wypowiedzi od: "No! To jest takie jak to o czym ostatnio pisałam na facebooku...". Tylko co jego obchodzi, że ja gdzieś tam o czymś takim pisałam...

Z drugiej strony są tacy, co już na bieżąco są ze wszystkim - ja z pasją rozpoczynam zdanie: "No bo ostatnio to ja...", na co on odpowiada beznamiętnym tonem: "No wiem. Przecież pisałaś na blipie." Całe moje podekscytowanie szag trafia, no bo po co się w takim razie powtarzać?

P.S. Znawców poproszę o pomoc przy interpunkcji w tym wpisie. ;)



30 kw 2010

Blip

Posiadanie konta na Blipie i Facebooku sprawiło, że moi znajomi wiedzą o mnie jakoś więcej i bardziej na bieżąco, ale tak sobie myślę, że z drugiej strony ci, którzy nie mają tam kont, mają pełne prawo czuć się zaniedbani.
No bo po co pisać do nich co u mnie, skoro już ogłosiłam to całemu światu?

Znajomość ze mną oddawana do reklamacji jakoś coraz mniej mnie dziwi... ;)



07 mar 2010

Przyjaźń użytkowa może?

Choćbym nie wiem jak to od siebie odpychała, zauważam ten rodzaj znajomości, który z góry skazany jest na niebyt.

Zaczynam w pełni rozumieć co miał na myśli jeden z tych najlepszych kiedy kilka lat temu mówił:

Przepraszam jeśli nie będę pamiętał waszych imion, ale no... Prawda jest taka, że za 3 lata każde z nas pójdzie w swoją stronę i już nigdy o sobie nie wspomnimy.

Na spełnienie jego przepowiedni, co prawda, nie pozwoliliśmy, ale... Wiem co miał na myśli. Dokładnie to, co ja teraz, kiedy kogoś poznaję na studiach. Wiem dobrze, że to jakiś rodzaj przyjaźni użytkowej. Żeby było z kim na piwo iść, zadanie rozwiązać, projekt zrobić. Nie żeby powiedzieć co leży na duszy, nie żeby za 20 lat pić piwo korzenne na ganku i nie żeby mieć komu dziecko podrzucić w potrzebie.

Choćby spotkać bratnią duszę to i tak nie opuszcza mnie to uczucie tymczasowości. Że to tak na teraz i na już, że za rok dwa każde z nas wybierze sobie życie, wyprowadzi się na drugi koniec świata i może po sobie zostawi adres jabbera, może numer telefonu, ale... Już na piwo nie wyjdzie i w zadaniu nie pomoże... Zajmie się sobą, swoimi żonami, dziećmi i dorosłymi projektami.

I takie trochę to... przykre.