22 lut 2010

PRL

Znajomi organizują imprezę w stylu PRL. Wódka, kartki i brak jakiegokolwiek gustu do czegokolwiek.

Nie jestem fanką imprez tematycznych, no ale skoro już się przydarzyła, to trzeba się dostosować i stworzyć odpowiedni look'n'feel.

Misja: znaleźć w starych pudłach mamy coś absolutnie paskudnego.

Miszyn akompliszt. Zaskakująco łatwo i szybko poszło ;]



27 sie 2009

Czerwony jurajski szlak rowerowy

...Przejechany w dwa dni.

Jurajski szlak. Kraków - Ogrodzieniec
Jurajski szlak. Kraków - Ogrodzieniec
na EveryTrail

Najpierw do Krakowa pociągiem, później już tylko między drzewami, skałami i tuż obok przepaści rowerem. Szlak na nasypie kolejowym i po głazach wapiennych. Kawał Ojcowskiego Parku Narodowego. Z Maczugą Herkulesa i zamkiem w Pieskowej Skale. I z anonimową pionową skalną ścianą. Prawdziwie zielona trawa i nieznośne pokrzywy. Zimne piwo. Jeszcze nie zabrali nam prawa jazdy. Zamek w Rabsztynie. Jedzenie w Olkuszu i powrót na szlak. Jeszcze trochę piachu na drodze i małych wiosek. Ciemno się robi. I dom.

Jurajski szlak. Częstochowa - Zawiercie
Jurajski szlak. Częstochowa - Zawiercie
na EveryTrail

Rano chwilowe oględziny, czy jeszcze żyję? Nowy smar na łańcuch - tak, dało się go zedrzeć. Świeża woda w bidonie i na pociąg. Stacja w Częstochowie. Już wiesz dlaczego we wszystkich opisach tego szlaku prowadzi on od Krakowa do Częstochowy? Gdybyśmy jechali w prawidłową stronę byłoby ciągle z górki...
Piaszczyste szlaki. Pierwszy Snickers. Niekończący się pociąg spalinowy pod wiaduktem. Zamek w Olsztynie. Z wieżą głodową na skale. Poddajemy się, nie będziemy podbijać tej twierdzy w pełnych zbrojach i z drabinami oblężniczymi na plecach. Foch! Sami się zdobywajcie! My wypijemy Harnasia na murach. I kolejnego w drodze do Złotego Potoku. Potem dla czystego lansu wleziemy na górę o nachyleniu wspinaczkowym, bo kto powiedział, że jak szlak nie jest rowerowy to nie da się go przetrwać! I z góry. Przestraszymy wszystkich trekingowych turystów. Mogli się przecież spodziewać rowerzystów zjeżdżających ze skały, nie?! Obejrzymy pałacyki i zrobimy milion niedoświetlonych zdjęć. Zakopiemy się po piastę w piachu na leśnej ścieżce. Trzeci raz skończy nam się woda. I dojedziemy do terenów, które znamy już na pamięć i z każdej strony. Jak wariacja artystyczna pewnego architekta na temat: Hm, ciekawe jak 500lat temu wyglądał zamek w Bobolicach? A! To sobie go odbuduję i zrobię hotel.. I uturystowione ścieżki w Morsku - ze znakami drogowymi w środku lasu. I kawałek skarżyckiego Okiennika. I własny znowu dom na granicy Wyżyny Śląskiej i Krakowsko-Częstochowskiej. Pod górę...

. . .

Nie obyło się bez przebitej dętki i przestawionych przerzutek. Siodełka okazały się mniej wygodne niż wyglądają, a amortyzatory do jurajskiego downhillu jeszcze trochę za słabe. I zapamiętać: Jeśli szlak na Jurze Krakowsko-Częstochowskiej jest oznaczony jako pieszy to znaczy, że rowerem jest nieprzejezdny, za to szlak rowerowy jest być-może-ewentualnie przejezdny.

Czasami GPS się wyłączał.
193km w dwa dni. Samoocena, morale i inne wskaźniki lansu rosną pod samo niebo.

Kuubie i Rocky'emu dziękuję z całego serca i na kolejną wyprawę piszę się rękami i nogami.

Było warto. Mimo zakwasów, bolących rąk i dup ;]



24 lip 2009

/b/ - le fU!

Powrót z wakacji w prawdopodobnie najlepszym składzie ever.

Miejsce? Ot Kołobrzeg z czarną kulką na starówce i zbyt wysoką latarnią na piaszczystej plaży. Ale w zasadzie... to nie było ważne. Równie dobrze mogliby nas wysadzić w środku Zakopanego, Augustowa, czy innego Sopotu.

Spacer bezdrożami w środku nocy i tak skończyłby się prawie LARPem, do ostatniej chwili nie kupilibyśmy planu miasta, a w ulewnym deszczu wciąż bylibyśmy Radą Jedi. Straszenie ludzi na plaży wszystkimi odmianami metalu i kilka partii kierek. Plaga biedronek - straciły cały urok bożych krówek - i piwo przy zachodzie słońca. I śmiech.

Gdybym posiadała 101w1001 wykreśliłabym punkt o wskakiwaniu do morza w ubraniu. I o przejściu przez miasto na boso.

Tutaj pewnie jest miejsce na całą listę nowych odzywek i związków frazeologicznych, które już zawsze będą miały jakiekolwiek znaczenie tylko dla tych kilku osób i które będą irytować naszych znajomych, ale...

Tak po prostu: dziękuję :)